Black Hawki nadlatują

Policja najpewniej podpisze kontrakt na zakup dwóch śmigłowców jeszcze w maju. Jego wartość sięga ok. 100 mln zł, ale skutki będą znacznie poważniejsze. Wątpliwości budzi procedura wyboru.

Podpisanie umowy ma nastąpić jak najszybciej – deklarował na ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji komendant główny policji nadinspektor Jarosław Szymczyk. Negocjowana w trybie z wolnej ręki umowa została przesłana już do Prokuratorii Generalnej. Jeśli nie zostanie zakwestionowana, to kontrakt może być podpisany już w przyszłym tygodniu. Z informacji DGP wynika, że cena dwóch produkowanych w Mielcu śmigłowców S70i będzie wynosić ok. 100 mln zł. To znacznie mniej niż w przypadku śmigłowców dla wojska, ponieważ te maszyny nie będą miały systemów wymaganych na polu walki, np. pocisków rakietowych.

Policja pilnie potrzebuje nowych śmigłowców (obecnie w służbie jest 11 maszyn, z tego trzy są remontowane) i to nie podlega dyskusji, wątpliwości m.in. posłów budzi jednak tryb, w jakim zakup zostanie dokonany. – Rozumiem, że kupujemy black hawki. To jest dobry śmigłowiec i na dodatek produkowany w Polsce. Dziwi, że zabrakło trybu przetargowego. Argumentacja, że to dobra maszyna dla antyterrorystów, jest nietrafiona, ponieważ oni rzadko wchodzą do akcji z powietrza. Raczej potrzebowaliby większych maszyn transportowych – ocenia Marek Biernacki, były minister spraw wewnętrznych, obecnie poseł komisji spraw wewnętrznych.

– Specjalnie powołany do tego zadania zespół w Komendzie Głównej Policji bardzo długo analizował nasze potrzeby. (…) W największym uproszczeniu: wyselekcjonowano sześć elementów, które musi spełniać śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej policji – tłumaczył komendant Szymczyk. Według wyjaśnień policji mielecki S70i spełnił wszystkie sześć kryteriów, a konkurencja co najwyżej cztery. Wiadomo, że chodziło m.in. o możliwość serwisowania tych maszyn w Polsce, którą według policji ma tylko PZL Mielec. Niestety, szczegóły są niejawne, tak więc trudno je ocenić. Zaskakuje jednak to, że policja nie pytała o żadne szczegóły np. przedstawicieli koncernu Airbus produkującego konkurencyjne śmigłowce. A ci nieoficjalnie twierdzą, że serwis ich maszyn również mógłby się odbywać w Polsce.

Próbując powstrzymać podpisanie umowy, przedstawiciele francuskiego koncernu w ostatnich dniach zawiadomili Komisję Europejską o możliwości „niesprawiedliwego postępowania”. Złożyli również pismo do Krajowej Izby Odwoławczej, w którym domagają się rozpisania postępowania przetargowego. Jest jednak mało prawdopodobne, by KIO zdążyła się odnieść do tej kwestii jeszcze przed podpisaniem umowy. – Airbus źle to rozegrał, ponieważ zaangażował w to posłów opozycji, co rząd, a także policję tylko nakręciło do zajęcia jeszcze bardziej twardego stanowiska – mówi nam rozmówca znający kulisy sprawy. – Gdyby użyli do tego np. związków zawodowych i zachęcili ich do protestów, mieliby dużo większe szanse na zatrzymanie tej procedury – mówi nasz rozmówca.

Zakup tych dwóch śmigłowców oznacza tak naprawdę wskazanie koncernu, który może wygrać bitwę o polskie niebo, czyli dostarczy maszyny dla polskich służb. Policja po tej transakcji chce w przyszłym roku kupić trzy mniejsze maszyny jednosilnikowe (ostatnio przetarg na nie został unieważniony z powodu zbyt wysokiej ceny proponowanej przez dostawcę). Potem, w 2020 r., włączyć do służby kolejne dwie, dwusilnikowe. Można się spodziewać, że jeśli zacznie używać black hawków, to kolejne kupowane śmigłowce będą tego samego typu.

Ten zakup zwiększa też szanse na to, że to Lockheed Martin dostarczy śmigłowce dla wojska, szczególnie dla sił specjalnych. O możliwości takiego scenariusza wprost pisze Airbus. Tę transakcję można postrzegać jako włożenie stopy w drzwi – teraz wśród decydentów pojawi się argumentacja, że nie warto kupować innego typu maszyn, ponieważ do black hawków została już stworzona odpowiednia infrastruktura. I w sumie trudno odmówić temu rozumowaniu słuszności, bo takie rozwiązanie będzie miało uzasadnienie ekonomiczne. Co nie zmienia faktu, że ten kontrakt za ok. 100 mln zł – zawierany bez trybu przetargowego – otwiera furtkę do zamówień wartych miliardy złotych.

Wydaje się, że na realizację transakcji może wpłynąć jedynie orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej, która może zakwestionować jej legalność. Podobnie było w przypadku zakupu samolotów Boeing 737 dla najważniejszych osób w państwie. Na kilka dni przed podpisaniem umowy KIO zgodziła się na jej zawarcie, ale później orzekła, że została ona podpisana z naruszeniem przepisów.

Wygląda na to, że teraz Airbus ma znacznie mniejsze wsparcie rządu francuskiego niż w czasie negocjowania umowy offsetowej przy zakupie śmigłowców Caracal dla Wojska Polskiego. Wtedy, tuż po zerwaniu umowy na caracale, ówczesny prezydent Francji François Hollande nagle zrezygnował z przyjazdu do Polski. Tymczasem kilka tygodni temu przedstawiciele francuskiego MON na spotkaniu z dziennikarzami zapewniali, że sprawa caracali to przeszłość. Przedstawiciele rządu francuskiego w żaden sposób nie wypowiadali się na temat zakupu black hawków dla polskiej policji. Być może jest to związane z rozmowami na temat sprzedaży okrętów podwodnych. Tak czy inaczej najpewniej pierwsze dwa black hawki trafią do polskiej policji jeszcze w tym roku.