Blockchain zmienia biznes

Ambasadorem blockchain jest bitcoin, ale bitcoin bez blockchain nie istnieje, zaś blockchain bez bitcoina tak – mówi Piotr Barański z Deloitte Polska. Nie można wykluczyć, że technologia blockchain doprowadzi do jeszcze większej rewolucji niż internet. Według analityków firmy Gartner, w 2018 r. blockchain będzie jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie.

Blockchain, to zdecentralizowana baza danych oparta o rozwijane przez społeczność programistów otwarte oprogramowanie, w której nie ma centralnych komputerów i scentralizowanego miejsca przechowywania danych. Służy do księgowania poszczególnych transakcji lub np. zapisów księgowych. Zapisy są szyfrowane z użyciem kryptografii. Z jednej strony blockchain umożliwia poufność zapisów, a z drugiej ich jawność.

Blockchain w swej obecnej postaci jest energochłonny – szacuje się, że jedna transakcja BTC zużywa tyle energii ile statystyczne gospodarstwo domowe w Polsce w miesiąc – i stosunkowo wolny – szacuje się, że autoryzacja jednej transakcji trwa tyle, co autoryzacja 8 tys. transakcji kartami kredytowymi rozliczanymi przez systemy informatyczne Visa. Na dodatek dopisywanie każdej transakcji do bloku powoduje zwiększenie jego wielkości. To zaś sprawia, że ich przechowywanie wymaga coraz większej przestrzeni na dyskach komputerów.

Poprawa tych wszystkich parametrów to jeden z kierunków rozwoju technologii. Innym są praktyczne zastosowania wykraczające poza handel kryptowalutami. A tu przestrzeń wydaje się być ograniczona tylko ludzką wyobraźnią.

Oczywiste zastosowania to transakcje giełdowe bez udziału pośredników i instytucji, handel i transfer walut, księgi wieczyste z pominięciem notariuszy i ich dzisiejszej postaci, księgi rachunkowe i akcyjne, wszelkie transakcje handlowe w internecie, czy np. zapisy dotyczące dokumentów, w tym tych, którymi się posługujemy na co dzień, albo, np., dokumentacji medycznej.

Według sporządzonej przez firmę inwestycyjną Atomico tegorocznej edycji raportu „State of European Tech”, w Europie realizowanych jest ok. 8,3 tys. projektów związanych z blockchain, w tym blisko 300 w Polsce. Projekty prowadzą zarówno instytucje finansowe i przedsiębiorstwa, jak i firmy, dla których internet to środowisko naturalne. Za niektórymi projektami stoi też administracja badająca praktyczne możliwości zastosowania technologii dla potrzeb państwa.

Dziś jednym z największych zainteresowanych blockchain jest sektor finansowy. Zarówno banki i instytucje finansowe, jak i spółki klasyfikowane jako fintech, czyli młode firmy technologiczne, które nowe technologie i modele biznesowe chcą wykorzystać do przełamania monopolu konkurentów ze starego świata.

Wielkie banki i firmy świadczące usługi finansowe były pierwszymi korporacyjnymi graczami, którzy zdecydowali się na bezpośrednie inwestycje w spółki zajmujące się blockchain – twierdzi CB Insight, firma zajmująca się m.in. zbieraniem danych o rynku startupów.

Szacuje się, że od czerwca 2014 r. do października 2017 r. 10 największych amerykańskich banków zainwestowało w takie spółki co najmniej 270 mln dolarów. W ocenie ekspertów, inwestycje służą instytucjom finansowym do eksperymentowania, do czego w praktyce może im się przydać ta technologia.

Firma doradcza Accenture twierdzi, że dzięki blockchain największe banki inwestycyjne świata do 2025 r. będą mogły zmniejszyć koszty związane infrastrukturą i back office o 30 proc., co przekłada się na 8-12 mld dolarów oszczędności w przypadku każdego z nich. Dodatkowe korzyści to lepsza jakość danych oraz ich transparentność. Accenter zastrzega, że szacunki nie obejmują kosztów wdrożenie blockchain.

O tym jak bardzo banki są zainteresowane – przynajmniej niektóre – blockchainem świadczyć może to, że wśród pięciu firm, które w latach 2012-2017 (dane do początku października) najczęściej inwestowały w start-upy zajmujące się tą technologią są Citigroup i Goldman Sachs. Poza nimi tworzą ją SBI Holding (działa w sektorach usług finansowych, zarządzania technologiami i biotechnologii), Google oraz Overstock.com (zajmuje się e-handlem detalicznym). W Polsce do testów technologii przyznaje się PKO BP.

Inna inicjatywa, to plan stworzenia opartej na blockchain platformy służącej do rozliczania handlu surowcami energetycznymi. W przedsięwzięcie zaangażowane są koncerny naftowe (BP, Shell i Statoil), firmy zajmujące się handlem surowcami (Gunvor oraz Koch Supply & Trading i Mercuria) a także banki (ABN Amro, ING i Societe Generale). Platforma, która ma być docelowo otwarta dla producentów surowców energetycznych, ma ruszyć w końcu 2018 r. Jej zaletą ma być m.in. zmniejszenie ryzyka operacyjnego oraz redukcja kosztów transakcji.

Blockchain interesuje się też Mastercard, który oferuje usługę przesyłania pieniędzy z wykorzystaniem blockchain tej technologii. Tu jednak do transferu niewykorzystywana jest kryptowaluta, jak ma to miejsce w przypadku USC, a tradycyjne pieniądze. Mastercard uzasadnia to potencjalnymi problemami typu prawnego i regulacyjnego.

Nad własnym blockchain pracuje też SWIFT, międzynarodowe stowarzyszenie instytucji finansowych utrzymujące infrastrukturę telekomunikacyjną służącą do wymiany informacji między bankami. Zainicjowany w początku tego roku projekt, w którym uczestniczą 22 banki służy sprawdzeniu, czy technologia będzie przydatna w międzynarodowych rozliczeniach w czasie zbliżonym do rzeczywistego. W praktyce jest to reakcja organizacji na działania banków, które chcą dzięki blockchain znacząco skrócić czas międzynarodowych transferów (dziś w infrastrukturze SWIFT trwają jeden, dwa dni).

Ofertę dla banków ma też IBM. Wspólnie ze spółką Stellar ogłosił, że firmy uruchomiły wykorzystującą blockchain i kryptowalutę o nazwie Lumens platformę obsługującą transfer międzynarodowy pieniędzy między bankami działającymi w regionie Południowego Pacyfiku. W projekcie uczestniczy 13 banków. IBM oczekuje, że w I kwartale 2018 r. 60 proc. transferów zagranicznych między uczestnikami projektu będzie realizowane z jego wykorzystaniem.

Ważną decyzję na początku grudnia 2017 r. podjęła ASX, największa giełda w Australii. Po dwóch latach testów postanowiła, że zastąpi swój dotychczasowy system rozliczeniowy i rejestrów rozwiązaniem opartym o blockchain. Jak twierdzi Dominic Stevens, prezes ASX, zmiana technologii pozwoli na obniżenie kosztów ponoszonych przez uczestników giełdy oraz na wprowadzenie nowych usług. Nowy system, którego dostawcą jest istniejący od 2014 r. startup amerykański Digital Asset (ponad 115 mln dolarów zainwestowali w niego m.in. ASX, Goldman Sachs, JPMorgan Chase, CME Group, Deutsche Boerse i Citigroup) ma rozpocząć działalność operacyjną w marcu 2018 r.

Poza sektorem finansowym projekty związane z blockchain mają m.in. IBM i Toyota. IBM złożył władzom kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska ofertę, by wykorzystywała oparte o tę technologię rozwiązania do kontrolowania i nadzoru legalnej produkcji oraz obrotu marihuany. Z kolei niemiecki operator systemu przesyłowego TenneT wdraża wykorzystujące platformę blockchain IBM rozwiązania do zdalnego zdecentralizowanego zarządzania ładowaniem i opróżnianiem magazynów energii produkowanej przez elektrownie wiatrowe i słoneczne. Toyota przymierza się do wykorzystania blockchain do śledzenia w łańcuchu dostaw komponentów wykorzystywanych do produkcji samochodów.

Don Close, analityk Rabobanku, twierdzi, że technologia może mieć bardzo szerokie zastosowanie w rolnictwie. Jako przykłady podaje śledzenie ruchu bydła, handlu nim i rejestrowania, kto był i jest właścicielem. Na razie w Australii wykorzystywana jest w handlu wełną.

Koreański rząd finansuje testy wykorzystania blockchain do rozliczeń między prywatnymi domowymi producentami energii słonecznej, czy wiatrowej, a zużywającymi nadwyżki z tej produkcji sąsiadami. Z kolei władze Seulu chcą do 2022 r. wdrożyć tę technologię m.in. do zarządzania transportem publicznym i bezpieczeństwem w mieście, a także do zbierania wszystkich wymaganych prawem informacji o mieszkańcach.

Firma Deloitte jest przekonana, że rozwiązania wykorzystujące blockchain mogą być także wykorzystywane do pobierania przez państwo podatków od wynagrodzeń, a także w rozliczeniach VAT. Oczekuje się, że technologia do ściągania podatków zostanie jednak zastosowana nie wcześniej niż za pięć lat.