Ekologiczny efekt motyla

Miejsko-Przemysłowa Oczyszczalnia Ścieków w Oświęcimiu musiała zmienić status z przemysłowej na komunalną, aby dostosować możliwości dalszego funkcjonowania  zarówno do potrzeb aglomeracji miejskiej, jak i przemysłu. Interpretacje przepisów krajowych nie pozwoliły jednak sięgnąć po dotację, a mimo to  podjęto się modernizacji istniejącej oczyszczalni. O specyfice pracy oraz dbaniu o ochronę środowiska mówi prezes zarządu – Antoni Majcherczyk.

Zostali Państwo zobowiązani do przebudowy obecnej infrastruktury. Niestety w nowych uwarunkowaniach stopień oczyszczania musi odpowiadać normom stosowanym przy oczyszczaniu tylko ścieków komunalnych. Na jakim etapie jest projekt?

Długo nie mogliśmy rozpocząć modernizacji ze względu na ciągłe szanse otrzymania pozytywnej decyzji w sprawie dofinansowania unijnego. Niestety nasz specyficzny status, który nie do końca odzwierciedla charakter naszej działalności, spowodował odmowę.  Mimo to zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie projektu własnym sumptem. Prace postępują zaskakująco szybko, przynosząc wstępnie pozytywne efekty. Z tytułu zobowiązania wobec firm sieciowych, które od 2019 roku będą dostarczać nam ścieki do oczyszczalni, musimy przebudować część biologiczną, a część wstępnego oczyszczania doposażyć w innowacyjną technologię deamonifikacji. Projekt został podzielony na dwa etapy: pierwszy skupia się na instalacji, która ma dać możliwość ograniczenia poziomu azotu i fosforu do normy akceptowalnej przez dyrektywę unijną dla największych aglomeracji. Drugi etap będzie polegał na modernizacji i rozbudowie  istniejącej części biologicznej, abyśmy mogli w sposób stabilny utrzymać dopuszczalny poziom zawartości substancji szkodliwych w oczyszczonych ściekach. Projekt opiewa na prawie 20 mln zł i jest finansowany z własnych środków. Przykre jest , że w przeciwieństwie do nas, firmy które mają się do nas podłączyć, dostały dofinansowanie unijne, a tak naprawdę to my jesteśmy odpowiedzialni za jakość ścieków.

O jakie środki unijne się ubiegano?

Obiecano nam dotacje z NFOŚiGW, których poziom wynosił ok. 63 proc. wartości projektu – w naszym przypadku ponad 12 mln zł. Ponieważ musieliśmy przekształcić status oczyszczalni i dosłownie z dnia na dzień zmieniono nam parametry rozpoczynając naliczanie nam kar. Przepisy prawne pomogły nam kupić trochę czasu na zmiany, natomiast opinia publiczna nie jest już tak łaskawa. Aktywiści z regionu wykorzystują błahe sprawy do wywoływania burzy wśród mieszkańców i rozpowszechniania negatywnych emocji.

Jak radzą sobie Państwo z opinią publiczną?

Oczyszczalnia rządzi się swoimi prawami i – nie ma co ukrywać – występuje u nas  nieprzyjemny zapach. My pracujemy nad tym, aby wszystkim żyło się lepiej. Choć gdy prześledzi się np. portale społecznościowe i przeczyta wypowiedzi aktywistów, można odnieść wrażenie, że gdyby nie oni i ich działania mielibyśmy katastrofę ekologiczną. W ubiegłych latach wydaliśmy prawie 4 mln zł na doszczelnienia i likwidację pewnych elementów naszego układu oczyszczania, które mogły stwarzać wrażenie źródeł nieprzyjemnych zapachów. Aktywnie staramy się brać udział w dialogu z mieszkańcami. Doprowadziłem do zorganizowania Zespołu Roboczego i cyklicznych spotkań z przedstawicielami samorządu, organizacji kontrolnych, posła na Sejm oraz stowarzyszeń pro ekologicznych, co zaowocowało wypracowaniem konkretnego modelu i planu działań dla poprawy środowiska.  Dzięki temu zamiast 600 zgłoszeń o nieprzyjemnych zapachach i skarg rocznie, mamy ich zaledwie kilkanaście.

To nie wystarczyło?

My jesteśmy bardzo aktywni w kwestiach ochrony środowiska, ale jak widać to za mało. Przykładem może być przypadek z miejscowości Gorlice, gdzie odkryto na prywatnych terenach wielkie nielegalne składowiska różnych odpadów, a w tym  niebezpiecznych. Posiadając kilkunastoletnie doświadczenie i odpowiednią infrastrukturę do neutralizacji kwasów, stawiliśmy czoła pewnym  substancjom zagrażającym środowisku. W momencie kiedy niebezpieczny kwas składowany w zbiornikach na olej zaczął wyciekać, zagrażając ludziom i środowisku my wygrywając przetarg na unieszkodliwienie go, w ciągu 30 dni  zapobiegliśmy powstaniu niebezpiecznej dla otoczenia katastrofie ekologicznej. Podjęliśmy się tego nie ze względu na zysk, ale głównie po to, by zapobiec skażeniu środowiska. W pewnych kręgach lokalnych działaczy ekologicznych wzbudziły kontrowersje i niezadowolenie.

Jakie są Państwa plany na przyszłość?

Nie ma momentu, kiedy nie chcielibyśmy wdrożyć czegoś nowego. Oprócz projektu modernizacji, który pierwsze próby aktywacji będzie miał już we wrześniu, finalizujemy projekt energetycznego usamodzielnienia się. Skupiamy się na produkcji biogazu poprzez fermentowanie osadów oraz innych odpadów i ścieków. Naszym celem nie jest stwarzanie ludziom kłopotów, ale dbanie o ich dobro oraz zapewnienie pozytywnego rozwoju otaczającego nas ekosystemu. Pewnych faktów nie da się przeskoczyć – takich jak nieprzyjemny zapach towarzyszący oczyszczalni – ale bardzo staramy się go ograniczać, aby zaspokoić i zadowolić mieszkańców.

Rozmawiał
Wojciech Grabarczyk

Wojciech Grabarczyk

O Wojciech Grabarczyk

Redaktor prowadzący Forum Przedsiębiorczości w Dzienniku Gazecie Prawnej