Fałszywi agenci wchodzą do firm

Przykłady z ostatnich miesięcy wskazują, że fałszywi agenci pukają do drzwi przedsiębiorców, a nawet urzędów. CBA, policja, a także UOKiK radzą zachować ostrożność.

Ministerialny gabinet. Przy stole siedzą minister odpowiedzialny za nadzór nad rynkiem leków wartym 30 mld zł oraz funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Wypytują urzędnika o to, którzy przedsiębiorcy łamią prawo. Wspólnie dyskutują, jakie metody ścigania nieuczciwych producentów leków byłyby najskuteczniejsze. Pojawia się temat byłego już wiceministra zdrowia Krzysztofa Łandy. Miał on – zdaniem funkcjonariuszy – przyjąć wielomilionowe łapówki.

Kilka tygodni wcześniej ci sami funkcjonariusze rozmawiają z byłym wiceministrem. Jego wypytują o to, co wyniósł z gmachu przy ul. Miodowej. Polityk spotkaniem nie jest zaskoczony. Urzędnicy odpowiedzialni za walkę z mafią lekową niejednokrotnie muszą spotykać się z funkcjonariuszami służb. A to akurat spotkanie na dodatek zapowiedział mu znajomy mecenas.

Nie były to jednak spotkania jakich wiele. W obu opisanych sytuacjach rozmówcami nie byli agenci SKW. W rzeczywistości były to osoby, które – jak się okazało kilka miesięcy później – pod funkcjonariuszy jedynie się podszywały. W jakim celu wypytywali wysokich rangą państwowych urzędników o szczegóły ich pracy? Jak w ogóle dostali się do gabinetu urzędującego ministra? I skąd znajomości wśród prawników, którzy potwierdzali ich legendę? Tego na razie nie wiadomo.

– Taka sytuacja zaistniała – potwierdza Paweł Trzciński, rzecznik Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. – Jednak w związku z tym, że sprawę prowadzi prokuratura, postanowiliśmy nie wypowiadać się na ten temat – ucina.