Jak pomóc tym, którzy ogrzewają domy najgorszym opałem?

Na pewno nie dopłacając im do kolejnych kilogramów czarnego paliwa. Eksperci są zgodni: nie wyciągniemy tak ludzi z ubóstwa. Ze smogiem też nie wygramy.

Wsparcie dla osób ubogich energetycznie się nie sprawdza. A polski krajobraz biedy jest bardziej złożony, niż do tej pory prezentowano w statystykach. I niestety, też dużo czarniejszy. Okazuje się na przykład, że w co czwartym badanym domu w Małopolsce ciepła woda w kranie była niedostępnym luksusem. Innymi słowy, aż 27 proc. lokatorów musiało podgrzewać wodę w garnku, na kuchniach gazowych, elektrycznych lub piecach na paliwa stałe – ustaliły Krakowski Alarm Smogowy i firma doradcza PwC.

Co więcej, na 10 badanych domów zamieszkałych przez osoby o niższych dochodach aż w 9 przypadkach do ogrzewania służyły stary piec i zapas taniego węgla lub drewna. W 24 proc. z nich głównym źródłem ciepła były piece kaflowe, których średni wiek to 40 lat.

Takie dane przedstawiono wczoraj na specjalnym, branżowym seminarium w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii, gdzie zaprezentowano dwa nowe raporty, które obnażają problem ubóstwa energetycznego.

Pierwszy przygotowali Krakowski Alarm Smogowy i PwC. Pod ich lupą znaleźli się beneficjenci programu pomocowego Szlachetna Paczka. Zbadano stan energetyczny i źródła ciepła 705 lokali mieszkalnych z województwa małopolskiego. Drugi to – pogłębiona na prośbę resortu – analiza danych uprzednio zebranych przez Instytut Badań Strukturalnych.

Potrzebne zmiany

Co ważne, na wczorajszym posiedzeniu w resorcie po raz pierwszy spotkali się nie tylko przedstawiciele alarmów smogowych, pełnomocnik premiera ds. czystego powietrza Piotr Woźny i przedstawiciele IBS, ale także minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska.

Ich wspólny wniosek jest jasny. Bez intensywnych działań, które zagwarantują najuboższym mieszkaniowy skok jakościowy, ze smogiem nie uda się wygrać.

Jak przekonywał Piotr Woźny, konkluzje z raportów będą stanowić cenne wsparcie analityczne w finalizowanych właśnie pracach nad nowelizacją ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów. Pozwoli ona uruchomić pilotażowy program, z którego skorzystają 33 miejscowości umieszczone na liście 50 europejskich miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem.

Zdaniem uczestników spotkania warto byłoby też – obok wprowadzania nowych instrumentów pomocowych – usprawnić instytucje już działające. Przede wszystkim pomoc społeczną.

– Do tej pory system ten nie był specjalnie nastawiony na oferowanie wsparcia osobom ubogim energetycznie. Dla wielu MOPS-ów jest to zupełnie nowe wyzwanie – zwracał uwagę Andrzej Guła, prezes Krakowskiego Alarmu Smogowego.

Potwierdzają to ustalenia zawarte w raporcie. Czytamy w nim, że zaledwie 15 proc. małopolskich gospodarstw domowych objętych badaniem otrzymuje dotacje na cele grzewcze. Są one też bardzo zróżnicowane – najniższe wynoszą ok. 100 zł na sezon grzewczy, a najwyższe przekraczają tę kwotę ponad 10 razy. Średnio jest to 400–500 zł, za które ubodzy energetycznie mają, w założeniu, ogrzać swoje lokale.

Tymczasem sam średni roczny koszt ogrzewania i przygotowania ciepłej wody w domach jednorodzinnych, zgodnie ze wskazaniami badanych, to ok. 2,5 tys. zł – czytamy w raporcie.

Andrzej Guła przekonywał jednak, że problemem nie jest sama wysokość wsparcia. Bardziej dysfunkcyjne są bowiem zasady, na jakich pomoc jest udzielana. Czyli dopłaty do węgla i przekazywanie znikomego w wartości dodatku energetycznego, który oscyluje (zależnie m.in. od liczebności rodziny) w granicach 11–19 zł miesięcznie.

– Niewykluczone, że koszty obsługi całego tego systemu przewyższają korzyści dla beneficjentów – ocenił.

Dodał, że wiele z tych dysfunkcji można byłoby relatywnie łatwo wyeliminować. Bo już dziś przepisy pozwalają gminom pomagać najuboższym mieszkańcom na inne sposoby, niż wynika to z powszechnej praktyki. Innymi słowy, zamiast kupować węgiel lub się do niego dorzucać, mogą zwyczajnie dopłacić do ogrzewania gazowego lub elektrycznego.

Minister Rafalska podkreśliła, że zdaje sobie sprawę z problemu ubóstwa energetycznego i nie wyklucza zmian, które miałyby usprawnić system wsparcia. Zaznacza przy tym, że wiele działań kierowanego przez nią resortu już wpisuje się w politykę antysmogową. – Chociażby, w ramach Karty Dużej Rodziny, można otrzymać zniżki na zakup kotła gazowego – mówiła.

Różne oblicza biedy

Z kolei z raportu IBS wynika, że ubóstwo energetyczne często w ogóle nie pokrywa się z samym tylko brakiem pieniędzy.

– Na 4,6 mln osób, które kwalifikują się jako ubodzy energetycznie, aż 2,1 mln nie miało dochodów drastycznie niższych niż przeciętne – mówił Piotr Lewandowski z IBS.

I wyjaśnił, że kryterium dochodowe nie wystarcza, by ocenić skalę ubóstwa. Często problemem nie są bowiem niskie zarobki, tylko konieczność wydawania dużo więcej na energię z powodu niewspółmiernie dużych potrzeb energetycznych wynikających z fatalnie ocieplonego mieszkania.

– Ponad 20 proc. budynków zamieszkanych przez ubogie gospodarstwa domowe to zabudowa przedwojenna, a co trzeci to dom wybudowano w latach 1961–1980 – mówi Lewandowski. A w takich nieruchomościach utrzymanie temperatury jest znacznie trudniejsze.

 

fot. ShutterStock