John McCain. Człowiek etosu w epoce postpolityki

Zmarł bohater narodowy Ameryki. Syn i wnuk admirałów. Komandor marynarki i pilot podczas wojny w Wietnamie, przez pięć lat więziony i torturowany przez komunistów. Po zakończeniu kariery wojskowej kongresmen, senator i dwukrotny kandydat republikanów na prezydenta.

Co do jego heroicznego statusu prawie nikt nie ma w USA wątpliwości. Jako 31. człowiek w historii kraju zostanie pożegnany ze wszystkimi honorami w ramach pogrzebu państwowego. Hołd złożyli mu wszyscy byli prezydenci. Donald Trump ograniczył się do przekazania kondolencji rodzinie.

O ile na świecie McCain dał się poznać jako specjalista od polityki zagranicznej i republikański „jastrząb”, w Ameryce zostanie zapamiętany jak człowiek, który podjął próbę uporządkowania systemu finansowania kampanii wyborczych. Niestety nieskuteczną. Firmowana przez niego ustawa ograniczająca dostęp polityków do miękkich pieniędzy (soft money), czyli pośredniego wspierania ich przez stowarzyszenia i grupy lobbingowe – w nieco bardziej liberalnej wersji została zakwestionowana przez Sąd Najwyższy.

Senator był jednym z niewielu polityków, którzy w postpolitycznych, brudnych kampaniach nie przekraczali pewnych granic. Na pewno kosztowało go to nominację w 2000 r. Kiedy po zwycięstwie w prawyborach w New Hampshire wyrósł na faworyta, Karl Rove, spin doktor George’a W. Busha, poleciał do Południowej Karoliny i opowiadał działaczom, że McCain – po pierwsze – jest homoseksualistą, po drugie – ma nieślubne, czarnoskóre dziecko. Wskazywał na Bridget, bengalską dziewczynkę adoptowaną przez McCainów z sierocińca Matki Teresy. Senator plebiscyt w tym stanie przegrał i wypadł z wyścigu. Ale nie chciał się Bushowi zrewanżować. Co więcej, prowadził kampanię na jego rzecz.

Podobnie było, gdy zdobył nominację republikanów w 2008 r. i kiedy wybrana przez niego na kandydatkę na wiceprezydenta Sarah Palin opowiadała na wiecach, że Obama ma związki z muzułmańskimi terrorystami. Wówczas publicznie kazał jej przestać i powiedział: „Mój rywal jest porządnym człowiekiem i amerykańskim patriotą”.

Cofnijmy się jednak o 25 lat. Wówczas na Kremlu gospodarzem był Borys Jelcyn. Rosja była słaba i nie stanowiła zagrożenia dla swoich zachodnich sąsiadów. Już wówczas senator z Arizony myślał o epokę do przodu i orędował za rozszerzeniem NATO na wschód, w pierwszej kolejności o Polskę, Czechy i Węgry. Gdyby nie jego niezłomna postawa, może nie udałoby się przekonać do tego kroku sceptycznych senatorów z obydwu partii. Gdy prezydentem został Barack Obama i wycofał się z planów instalacji tarczy rakietowej w Polsce, McCain uznał to za strategiczny błąd. Wszystko działo się na długo przed aneksją Krymu.

McCain podkreślał zawsze polskie zaangażowanie w modernizację sił zbrojnych. „W momencie wielkiego zagrożenia dla bezpieczeństwa w Europie cieszę się, że stosunki polsko-amerykańskie są dalej silne, a Warszawa z mozołem pracuje nad modernizacją swojego wojska i – zgodnie z rekomendacją NATO – przeznaczy wkrótce na obronność 2 proc. PKB” – powiedział wiosną 2015 r. Rok później doszło jednak do spięcia między nim a polskimi władzami. Senator publicznie wyrażał zaniepokojenie zmianami w Trybunale Konstytucyjnym i nazywał je „obstrukcją demokracji”. Przedstawiając się jako wielki przyjaciel Polski, apelował w liście otwartym do rządu PiS o powrót na ścieżkę rządów prawa. Premier Beata Szydło odparła mu wówczas w ostrym tonie, że on i inni obcokrajowcy nie mają prawa do pouczania Polaków i ingerowania w ich wewnętrzne sprawy.

John McCain przy wielu okazjach podkreślał, że nie jest wrogiem Rosji. Przeciwnie, podkreślał, jak bardzo szanuje naród rosyjski. Równocześnie zaznaczał, że jest „nieprzejednanym przeciwnikiem Władimira Putina i jego imperialistycznej polityki”. I w tym sensie jego walka o geopolityczne interesy Polski była zbieżna z nastawieniem Warszawy wobec Rosji. Bliskie mu też były sprawy Ukrainy. W grudniu 2013 r. pojawił się na Euromajdanie, by wesprzeć demonstrujących przeciwko reżimowi Wiktora Janukowycza. Potem, kiedy wybuchła wojna, cierpiał z powodu swojej bezsilności. Obama nie chciał go słuchać i do końca kadencji lekceważył sprawę rosyjskiej inwazji. Ale rządy Trumpa rozczarowały go jeszcze bardziej.

Kiedy był już bardzo chory, napisał obszerny tekst podsumowujący bieżącą sytuację polityczną, który w maju opublikował „Wall Street Journal”. McCain podkreślił w nim, że nie jest zwolennikiem spiskowych teorii, ale Ameryka znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. „Władimir Putin jest złym człowiekiem, którego celem jest destrukcja świata liberalnej demokracji i amerykańskiego w niej przywództwa” – pisał. Może się wkrótce okazać, że zatęsknimy za takimi amerykańskimi liderami jak on.