Polscy producenci stali mają problem

Polscy producenci stali i wyrobów do jej produkcji po decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o cłach importowych są zgodni: mamy problem.

– Eksport wyrobów stalowych z Polski do Stanów Zjednoczonych w minionym roku wyniósł poniżej 10 tys. ton. W porównaniu ze sprzedażą do Niemiec, gdzie lokowaliśmy ponad 1 mln ton, jest to wielkość niemająca wpływu na nasz rynek – mówi DGP Iwona Dybał, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.

Nie oznacza to jednak, że wprowadzenie przez prezydenta Donalda Trumpa ceł na przywóz stali i aluminium do Stanów Zjednoczonych jest dla naszych firm zupełnie bez znaczenia. Istotne jest bowiem to, co stanie się z wyrobami z innych państw, które przez nowe cła nie trafią na rynek amerykański, a to 30 mln ton w skali roku.

– Na globalnym rynku zmagającym się od lat z nadprodukcją znalezienie nowego nabywcy będzie trudne. W skrajnym przypadku możemy więc mieć do czynienia z napływem taniej stali do Unii Europejskiej – tłumaczy Dybał. Z punktu widzenia firm w naszym kraju mogłoby to oznaczać wzrost konkurencji ze strony dostawców z takich krajów, jak Brazylia, Rosja, Turcja, Japonia czy Tajwan. Wszystko to może doprowadzić nie tylko do spadku cen, ale realnie zagrozić producentom z UE, w tym z Polski.

Daniel Ozon, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która jest największym w UE producentem węgla koksowego i eksporterem koksu (bazy do produkcji stali), nie obawia się rywalizacji firm z większości spośród tych krajów. Według niego zagrożeniem nie będą producenci z Japonii i Tajwanu. – Niektóre z tych krajów, np. Rosja, są już objęte cłami antydumpingowymi. Zagrożeniem jest potencjalny import z Turcji czy Wietnamu. To znaczący dostawcy do USA i potencjalne źródło napływu taniej stali do UE – mówi Ozon.

„Oceniamy potencjalny wpływ, jaki wprowadzone rozwiązania mogą mieć na naszą działalność” – odpowiedział nam ArcelorMittal Poland, krajowy oddział największego producenta stali na świecie. Firma zaznacza, że warto doceniać wysiłki podejmowane przez rządy, by przeciwstawiać się nieuczciwemu importowi i wyrównywać szanse.

– Nowa wojna celna w stali nikomu nie jest potrzebna. Rynek był już w 2002 r. świadkiem podobnej sytuacji, gdy prezydent George W. Bush wprowadził cła, opierając się na przepisie mówiącym o „zagrożeniu bezpieczeństwa narodowego”. Ten eksperyment zakończył się po 18 miesiącach zarówno stratami dla rynku amerykańskiego, jak i rynków z nim współpracujących – przypomina Iwona Dybał.

– Unia zapowiedziała ostrą reakcję na te sankcje. Rozważane są cła odwetowe na inne grupy produktów istotne dla eksportu z USA, takie jak alkohole czy motory Harley Davidson. Może rozpocząć się długa batalia na forum Światowej Organizacji Handlu – uważa Daniel Ozon. – Nie widzę jednak fundamentalnych obaw związanych z zamykaniem mocy produkcyjnych w krajach UE będących konsumentami naszego koksu i węgla – dodaje. Ozon przypomina, że decyzja Trumpa nie była zaskoczeniem, bo spełnił on w ten sposób swoje obietnice wyborcze.

Po jego decyzji akcje US Steel zdrożały o prawie 5 proc., bo spółka może uruchomić wygaszony w 2015 r. wielki piec w Granite City. Szef tego amerykańskiego koncernu stalowego Davide B. Burritt powiedział, że decyzja prezydenta ma kluczowe znaczenie dla interesów Stanów Zjednoczonych i „przywództwo, jakie ta administracja wykazała w zakresie reformy podatkowej, jest po prostu znakomite”.